Trwa ładowanie...

Lekarz z Kijowa dla WP: Nawet karetki są bombardowane. Bywa, że specjalnie

- Zdarza się, że lekarze są w trakcie operacji albo intubacji do tchawicy, a nagle zaczyna wyć alarm przeciwlotniczy. Teoretycznie wszyscy powinni się chować do schronów, ale większość już tego nie robi - mówi w rozmowie z WP abcZdrowie lek. Yurii Tkachenko, anestezjolog, który pochodzi z Kijowa. - W miastach zbombardowanych na wschodzie Ukrainy, jak Siewierodonieck, Popasna, Mariupol coś takiego jak szpital w ogóle nie istnieje, wszystko jest ruiną - relacjonuje lekarz.

spis treści

1. Lekarze już nie schodzą do schronów

Kijów wraca do normalnego życia, a szpitale przyjmują nie tylko rannych, ale wracają też do planowych zabiegów.

- W pierwszych tygodniach wojny wszystkie szpitale były przekształcone w wojskowe. Na początku wojny najgorsze były sytuacje, kiedy do szpitali trafili cywile i dzieci. Tych rannych było bardzo dużo, zwłaszcza kiedy były bombardowane miasta Irpień, Kijów, Bucza. Obecnie szpitale w Kijowie, w Dnieprze, w Charkowie, na zachodzie Ukrainy z tego, co wiem to zaczynają pomału wykonywać już operacje planowe. Natomiast jeżeli chodzi o wszystkie szpitale w okolicy frontu, to tam jest nadal ogromna ilość pracy - opowiada Yurii Tkachenko, anestezjolog ze Szpitala im. Biegańskiego w Grudziądzu. - Z kolei w miastach zbombardowanych na wschodzie Ukrainy, jak Siewierodonieck, Popasna, Mariupol coś takiego jak szpital w ogóle nie istnieje, wszystko jest ruiną - dodaje.

Lekarz od dziesięciu lat mieszka i pracuje w Polsce. Pochodzi z Kijowa, tam zostali m.in. jego rodzice. Oboje są lekarzami, mimo zagrożenia nie brali pod uwagę wyjazdu z kraju.

- Rodzice zostali na miejscu. Ojciec jest anestezjologiem i opowiada, jak wygląda teraz praca w Kijowie. Bywa, że lekarze są w trakcie operacji albo intubacji do tchawicy, a nagle zaczyna wyć alarm przeciwlotniczy. Teoretycznie wszyscy powinni się chować do schronów, ale większość już tego nie robi. W Kijowie tydzień temu o piątej nad ranem znowu był ostrzał, Charków też miał wracać do normalnego życia, a jest ostrzeliwany co drugi, trzeci dzień, więc ciężko mówić o jakimkolwiek spokoju - przyznaje doktor Tkachenko.

Yurii Tkachenko, anestezjolog ze szpitala w Grudziądzu
Yurii Tkachenko, anestezjolog ze szpitala w Grudziądzu (arch. prywatne)

2. Ludzie zaczęli wracać do Kijowa

- Natomiast kiedy rozmawiam z rodzicami czy z przyjaciółmi, to mam wrażenie, że ludzie się już do tego przyzwyczaili. Jest niepewność co dalej, natomiast można powiedzieć, że już zaadaptowali się do stanu wojennego. Ludzie zaczęli wracać do Kijowa. Obecnie można pokusić się o stwierdzenie, że praca w Kijowie niczym nie różni się od czasów przedwojennych. Jest tylko problem logistyczny, ponieważ w Ukrainie z oczywistych powodów brakuje paliwa, większość idzie na front. Słyszę od swoich rodziców, że rzeczywiście jest problem, żeby normalnie dojechać do pracy - przyznaje lekarz.

Lekarz pochodzący z Ukrainy opowiada o sytuacji w Kijowie
Lekarz pochodzący z Ukrainy opowiada o sytuacji w Kijowie (arch. prywatne)

Tkachenko opowiada, że najtrudniejsze były pierwsze tygodnie wojny. Wszyscy musieli otrząsnąć się z szoku i zaadaptować do życia w cieniu wojny.

- Dużo mówiło się o takim scenariuszu, ale nikt w to nie wierzył. Pierwsze tygodnie były makabryczne, zero snu, tylko sprawdzanie telefonów, dzwonienie do rodziców, przyjaciół, czy żyją, czy są bezpieczni. Miałem takie poczucie, że muszę coś zrobić, jakoś im pomóc - wspomina lekarz.

Tkachenko zaangażował się w akcję ewakuacji dzieci z Ukrainy do Polski. - We współpracy z organizacjami rządkowi i pozarządowymi z Polski i Finlandii udało nam się wysłać na Ukrainę dwie karetki reanimacyjne dziecięce. To pozwoliło zająć czymś głowę. Od tego czasu uświadomiłem sobie, że trzeba działać zadaniowo, postawić sobie jakiś większy cel i go realizować - mówi.

3. Nawet karetki są bombardowane

Teraz ma kolejną misję. Doktor Tkachenko zbiera środki, by kupić karetkę, która trafi bezpośrednio na front.

- Przez ostatnie kilka tygodni miałem kilka telefonów od moich kolegów jeszcze ze studiów medycznych, którzy pracują teraz jako lekarze na froncie. Wiem, że sprzęt medyczny jest tam bardzo potrzebny. Niestety armia rosyjska nie oszczędza nawet medyków. Nawet karetki są bombardowane. Bywa, że Rosjanie celują do nich specjalnie. Otrzymałem prośbę o zakup karetki dla jednego z batalionów ochotniczych, który działa w ramach sił zbrojnych Ukrainy - relacjonuje anestezjolog.

Ambulans razem z wyposażeniem kosztuje około 70 tys. złotych.

- System Ochrony Zdrowia Ukrainy nie był przygotowany na katastrofę takiego poziomu. Siły Zbrojne Ukrainy są w miarę dobrze zabezpieczone, w dużo gorszej sytuacji są Wojska Obrony Terytorialnej i Bataliony Ochotnicze. Oni potrzebują przede wszystkim staz taktycznych, opatrunków i apteczek pierwszej pomocy. Zdecydowałem, że jeżeli nie uda się dzięki tej zbiórce kupić karetki, to przeznaczę te pieniądze właśnie na te środki, które im dostarczymy - wyjaśnia lekarz.

Lekarz zbiera środki na zakup karetki dla Ukrainy
Lekarz zbiera środki na zakup karetki dla Ukrainy (pomagam.pl)

- Najbardziej marzymy o pokoju, najbardziej marzymy, żeby żyć po prostu spokojnym życiem - takie słowa najczęściej można usłyszeć od Ukraińców. W tej chwili wszyscy są już zmęczeni, wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że to nie jest kwestia kilku tygodni, a nawet miesięcy, tylko że to potrwa dłużej. Jest też niepewność co dalej, czy państwo sobie poradzi ekonomicznie. Natomiast nie mogę powiedzieć, że nastroje są pesymistyczne. Nadzieja została - podkreśla Tkachenko. - Coraz częściej słychać od władz ukraińskich, że planują kontratak. Pytanie: kiedy i czy będziemy mieli odpowiednią ilość broni, żeby to zrealizować - dodaje lekarz.

Katarzyna Grzęda-Łozicka, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Potrzebujesz konsultacji z lekarzem, e-zwolnienia lub e-recepty? Wejdź na abcZdrowie Znajdź Lekarza i umów wizytę stacjonarną u specjalistów z całej Polski lub teleporadę od ręki.

Polecane dla Ciebie
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Pomocni lekarze
    Szukaj innego lekarza