Trwa ładowanie...

Lekarz, który przeszedł COVID-19 opowiada o powikłaniach. Schudł 17 kilogramów i nadal ma problemy z oddychaniem

Dr n. med. Wojciech Bichalski zachorował na COVID-19 pod koniec marca. Był w ciężkim stanie. Pokonał chorobę, ale do dziś nie wrócił do pełnej sprawności. Stracił 17 kilogramów. Teraz walczy z powikłaniami. Mimo że od choroby minęły cztery miesiące, nie jest w stanie wrócić na salę operacyjną, bo nadal ma problemy z prawidłowym oddychaniem.

Zobacz film: "Prof. Simon o stosowaniu chlorochiny (Arechinu) w Polsce"

spis treści

Oto #HIT2020. Przypominamy najlepsze materiały mijającego roku.

1. Dr Bichalski opowiada o powikłaniach po przejściu COVID-19

- Mimo tego, że jestem lekarzem, to przyznaję, że pierwsze objawy infekcji, mogą być mylące. Oczywiście najczęściej zaczyna się od jakiegoś dyskomfortu fizycznego, niewielkiego kaszlu, zwyżki temperatury, które każdy interpretuje na swoją korzyść, stwierdzając, że to pewnie jakieś przechłodzenie, czy przeziębienie. U mnie przebiegało to w podobny sposób. Początkowo po nocnej dawce aspiryny dolegliwości minęły, ale po kilku dniach ulgi, nastąpiło nasilenie - wspomina dr Wojciech Bichalski. - Temperatura dochodziła do 38-38,5 stopni. Do tego towarzyszyło mi uczucie rozbicia, zmęczenie i coraz silniejszy kaszel – dodaje lekarz.

Dr n. med. Wojciech Bichalski przeszedł COVID-19
Dr n. med. Wojciech Bichalski przeszedł COVID-19 (materiały własne)

Testy potwierdziły przypuszczenia lekarza - był zakażony koronawirusem. Chirurg zachorował jeszcze w marcu, kiedy wszyscy łącznie z lekarzami, mieli bardzo ograniczoną wiedzę na temat przebiegu choroby.

Dr Bichalski zdecydował się opowiedzieć swoją historię, by ostrzec innych przed lekceważeniem koronawirusa. Nikt nie wie, jak jego organizm zareaguje na zakażenie, a wirus może z dnia na dzień postawić człowieka na granicy życia i śmierci.

2. "Mam zwłóknienia w obszarze płuc. Praca w maseczce przez kilka godzin jest poza moim zasięgiem, na razie".

Katarzyna Grzęda-Łozicka, WP abcZdrowie: Zastanawiał się pan doktor nad tym, od kogo się zaraził?

Dr Wojciech Bichalski, specjalista chirurgii, właściciel NZOZ Bi-Med w Tarnowskich Górach: Liczba kontaktów w klinice, w przychodniach, w których pracuję, sięga 150 osób dziennie, nie jestem w stanie powiedzieć, od kogo się zaraziłem. Zresztą dla mnie to nieistotne.

Leczył się pan na własną rękę?

Jak każdy lekarz myślałem, że będę w stanie się wyleczyć sam. Świadomość medyczna pozwala na bardziej wyczuloną analizę. Rzeczywiście myślałem, że sam sobie poradzę, ale w momencie, kiedy pojawiły się duszności, a na pulsoksymetrze służącym do oceny natlenowania krwi, zauważyłem spadek do 88 przy normie do 97-98, wiedziałem, że dzieje się coś niedobrego.

Kiedy po dwóch tygodniach objawy się nasiliły, trafił pan do szpitala jednoimiennego w Tychach. Ile trwało leczenie?

W szpitalu spędziłem 3 tygodnie. Nie doszło na szczęście do konieczności leczenia respiratorem, ale dwa tygodnie tlenoterapii w postaci takich wąsików z tlenem, były bezwzględnie konieczne.

Dr Bichalski w szpitalu
Dr Bichalski w szpitalu (arch. prywatne)

Potem minął jeszcze tydzień, zanim uzyskałem zgodnie z procedurą, podwójnie ujemy wynik i zakończyłem hospitalizację. Do tego była jeszcze dwutygodniowa kwarantanna w domu ze względu na osłabienie. Schudłem 17 kilogramów. To był przede wszystkim efekt zupełnego braku apetytu, braku łaknienia. Żartuję, że to taka kuracja odchudzająca, której oczywiście nie polecam.

Coraz częściej słychać głosy o wielonarządowych powikłaniach, do których może prowadzić COVID-19. Jak jest w pana przypadku? Czy ma pan jakieś powikłania?

Jeśli chodzi o powikłania mam zwłóknienia w obszarze płuc, na razie drobne. Miałem już trzy razy robioną tomografię płuc. Biorę również udział w programie naukowym, który jest prowadzony przez prof. Gąsiora i klinikę chorób zakaźnych, dotyczącym tego, jaki jest dalszy ciąg tego chorowania i jakie są następstwa. Oceniam, że ubytek sprawności i energii, bezpośrednio po zachorowaniu, to na pewno około 50 proc.

Minęło już kilkanaście tygodni, mimo umiarkowanej aktywności fizycznej, niestety na razie nie podjąłem pełnej pracy zawodowej jako chirurg. Praca w maseczce przez kilka godzin jest poza moim zasięgiem, na razie. Przechodziłem również konsultacje pulmonologiczne. Wciąż te następstwa są, ciągle biorę jeszcze leki typu sterydowego. I widzę, że to ciągle nie jest to.

Człowiek z dnia na dzień w pewnym sensie traci kontrolę nad życiem.

Niestety tak. Próg ostrożności jest taki, że człowiek zaczyna myśleć w jakimś sensie bardziej o sobie, zwłaszcza jeśli się styka z niezbyt właściwym zachowaniem wokół. Do tego dochodzi świadomość tych następstw zapalnych, zatorowych, które zwłaszcza w umyśle lekarza budzą pewne obawy.

W związku z pandemią również moja przychodnia była przez jakichś czas wyłączona z pracy. Pracowaliśmy zdalnie. Jak może na dłuższą metę wyglądać praca lekarza przez telefon? A ta sytuacja się przedłuża. Rzeczywiście teraz bardzo się obawiam następnych rzutów, kiedy nałożą nam się przeziębienia z COVID-em i grypą.

3. "Jeśli będzie szczepionka, będę jednym z pierwszych kandydatów, który się jej podda"

Był moment, kiedy się pan bał czy wyzdrowieje?

Mam taki charakter, że zawsze zagryzam zęby i staram się ze spokojem patrzeć w przyszłość.

Z jednej strony miałem świadomość bardzo dobrej opieki, z drugiej też, że się to może różnie skończyć, oczywiście.

Koledzy na początku trochę mi oszczędzali tych złych wiadomości, ale potem po kilkunastu dniach mówili mi, że w ich opinii byłem kandydatem do respiratora. Jest to duże doświadczenie, które wiele uczy człowieka i wyczula go na pewne rzeczy, ale nie mam traumy.

Przebieg zakażenia koronawirusem wciąż zaskakuje, co chwilę pojawiają się nowe informacje na ten temat. Mówi się m.in. o tym, że nie można wykluczyć, że możliwe jest ponowne zachorowanie.

Miałem wykonywane badania jeszcze w Tychach i jestem szczęśliwym posiadaczem przeciwciał, ale te informacje, które mamy rzeczywiście mówią, że przeciwciała mogą po ok. 3 miesiącach zanikać.

Niezależnie od tego, to jest już moja interpretacja, po przechorowaniu COVID-u na pewno spada ogólna odporność i musimy się bać nie tylko koronawirusa, ale i innych infekcji. Bo ci chorzy, którzy przeszli tę chorobę ciężko, na pewno są bardziej podatni na inne infekcje. Fakt przechorowania nie gwarantuje nam, że nie zachorujemy znowu, czy na to, czy na coś innego.

Także z nadzieją patrzę na działania naukowców dotyczące szczepionki, bo na pewno, jeśli będzie taka możliwość, będę jednym z pierwszych, który się temu podda.

4. "Dlaczego ktoś ma umrzeć, tylko dlatego, że ja nie przestrzegam żadnych zasad?"

Ma pan jakieś rady, jak zabezpieczyć przychodnie przed kolejną falą koronawirusa?

To trudne. Przyznaje, że od początku pandemii podchodziłem do tego bardzo rygorystycznie. Wydawało mi się, że przygotowywałem swoją przychodnię POZ jak najlepiej. Były rygory osobowe i wyposażeniowe, zainstalowaliśmy lampy bakteriobójcze, przepływowe, stosowaliśmy sprzęt jednorazowy i ozonowanie, więc podeszliśmy do tego bardzo porządnie, przy tej ilości pacjentów wirus się jakoś przedarł. Więc trudno mi powiedzieć, czy są sposoby wyeliminowania niebezpieczeństwa.

Na pewno trzeba zrobić wszystko, żeby zmniejszyć ryzyko. U nas podzieliliśmy zespół na dwie grupy, które nie mają ze sobą kontaktu. To też powoduje trudności i dla nas, i dla pacjentów.

Na licznych forach nie brakuje komentarzy osób, które lekceważą chorobę, albo porównują ją do grypy. Co powiedziałby pan tym, które uważają, że COVID-19 jest niegroźny?

Co ja bym powiedział? Taką prawdę, która dotyczy całego życia, że trzeba myśleć, czy komuś wierzyć, czy nie. Nie opowiadać jakichś wątpliwych teorii. I zadać sobie pytanie, czy warto prezentować postawę bagatelizowania tego wszystkiego, czy na wszelki wypadek, nawet jeśli mam racje, że nie jest to nic wielkiego, nie powinienem uszanować prawa do zdrowia i życia innych osób.

Jeżeli prawda jest taka, że wirus jest niegroźny, to nawet jak będę ostrożny, to nic się nie stanie. A niestety z mojego doświadczenia wynika, że nie jest niegroźny.

Ja wychodzę z takiego założenia, że owszem mogę zachorować, ale dlaczego ja mam stwarzać niebezpieczeństwo dla innych? Dla kogoś, kto kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że może być podatny na ciężki przebieg choroby, czego ja doświadczyłem.

Nawet jeśli dana osoba sama nie zachoruje, może przekazać zakażenie swojej rodzinie, swojemu dziecku. Warto mieć świadomość, że niektóre osoby chorujące na COVID-19, niestety umierają. Dlaczego mają umrzeć z tego powodu, że ja podaję rękę albo nie przestrzegam żadnych zasad?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.