Trwa ładowanie...

Dziennikarka ucieka z piekła wojny. "10. dnia skończyło się wszystko: jedzenie, świece, woda i cierpliwość"

Matka z trójką dzieci uciekła z oblężonej Buczy. Przez 10 dni ukrywali się w piwnicy, w końcu zdecydowali się na desperacki krok. - Zrozumieliśmy, że jeśli teraz nie uciekniemy, to nie uciekniemy już nigdy - opowiada Vika Kurilenko. Rodzina próbuje uciec z Ukrainy na zachód Europy, ale Rosjanie strzelają nawet do dzieci.

spis treści

1. Przez 10 dni ukrywali się w piwnicy

Do 24 lutego żyli jak każdy z nas. Vika Kurilenko jest mamą trójki dzieci, jeszcze kilkanaście dni temu pracowała jako redaktor w magazynie kobiecym. Mieli dom, mieli plany na przyszłość. W ciągu kilku godzin ich życie zamieniło się w koszmar, w który wciąż nie mogą uwierzyć. Już w pierwszą noc po ataku Rosjan na Ukrainę musieli schować się w piwnicy.

Dzieci musiały ukrywać się w piwnicy
Dzieci musiały ukrywać się w piwnicy (Vika Kurilenko)

- Najtrudniejsze w tym wszystkim było wytłumaczenie dzieciom, co się dzieje. Czy umrzemy, czy nie, czy nasze mieszkanie zostanie zbombardowane i czy szczury przeżyją, bo mamy w domu dwa szczury. Mówiłam im, że będzie dobrze, kiedy znów w oddali było słychać wybuchy - opowiada Kurilenko.

- Jeśli siedzisz przez kilka dni w zimnie i ciemności, to paraliżuje siły psychiczne i fizyczne, determinacja topnieje, narasta strach. Niektórzy nasi sąsiedzi siedzą w piwnicy z małymi dziećmi od pierwszego dnia - relacjonuje Ukrainka.

"Skończyło się wszystko jedzenie, świece, woda i cierpliwość"
"Skończyło się wszystko jedzenie, świece, woda i cierpliwość" (Vika Kurilenko)

Rodzina przez 10 dni krążyła między domem a piwnicą. W końcu 6 marca zdecydowali się uciec. Kobieta przyznaje, że byli sparaliżowani strachem, ale wiedzieli, że to ich ostatnia nadzieja.

- Pozostanie w domu już nie wchodziło w grę. Trzy dni bez światła, ciepła, łączności, pod ciągłym ostrzałem i w intensywnym oczekiwaniu na to, czy ktoś przyjdzie do naszego domu, czy nie. Nauczyliśmy się na podstawie dźwięków odróżniać, jak daleko od nas jest zagrożenie, czy możemy siedzieć na korytarzu mieszkania, czy trzeba uciekać do piwnicy - mówi Kurilenko.

2. "Zrozumieliśmy, że jeśli teraz nie uciekniemy, to nie uciekniemy już nigdy"

- 10. dnia skończyło się wszystko: jedzenie, świece, woda i cierpliwość. Zrozumieliśmy, że jeśli teraz nie uciekniemy, to nie uciekniemy już nigdy. I pobiegliśmy. Opcja jazdy samochodem nie była brana pod uwagę, bo ostatnio Rosjanie strzelali do samochodu, którym próbowała uciec jakaś rodzin - opowiada.

Ruszyli pieszo z Buczy do Irpienia. Po drodze udało im się znaleźć na chwilę schronienie w cerkwi, gdzie mogli się napić herbaty i naładować telefony.

- Mąż powiedział mi później, że po drodze słyszał gwizd kuli, która przeleciała tuż obok niego - dodaje Kurilenko.

Stamtąd przedostali się do miejscowości Romanovka - ostatniego punktu komunikacyjnego między Irpieniem a Kijowem.

- Pocisk eksplodował dosłownie obok nas, rozbiły się okna, zatrzęsły się ściany, a my po prostu upadliśmy na ziemię i zakryliśmy głowy rękoma. Ostatni odcinek prowadził przez zepsuty most, a następnie dotarliśmy do autobusów ewakuacyjnych. Marinka, moja córka, chyba myślała, że to gra, kiedy jacyś wojskowi ją nieśli przez most, nawet się śmiała. Z kolei mój syn był w szoku, ale też biegł najszybciej jak mógł. Cały czas prosił o słuchawki, bo dźwięki były po prostu nie do zniesienia. W autobusie dzieci dla bezpieczeństwa leżały w alejkach między siedzeniami. W ten sposób udało nam się dotrzeć do Kijowa. Niedługo ruszamy dalej na zachód - gdzieś, gdzie nie słychać strzałów. Nigdy nie myślałam, że główną wartością będzie dla mnie cisza - podkreśla Vika.

Miasto było bombardowane. Uciekli w ostatniej chwili
Miasto było bombardowane. Uciekli w ostatniej chwili (Vika Kurilenko)

3. To będzie drugi Leningrad w XXI w.

Vika Kurilenko dowiedziała się, że kilka godzin po tym, jak uciekli, w ich dom uderzył pocisk. Na szczęście ludziom ukrywającym się w piwnicy nic się na stało.

"Nigdy nie myślałam, że główną wartością będzie dla mnie cisza"
"Nigdy nie myślałam, że główną wartością będzie dla mnie cisza" (Vika Kurilenko)

Rosjanie nie pozwalają mieszkańcom podkijowskiej Buczy wychodzić z mieszkań, ostrzeliwują ulice. Ludzie zostali bez prądu, jedzenia, wody, bez ochrony i nadziei na szybką ewakuację. Na ulicach psy rozwlekają ciała zabitych.

- Kiedy z dziećmi podróżowaliśmy pociągiem Kijów - Użhorod, w naszym domu w zamkniętej Buczy w zimnej i ciemnej piwnicy urodziła się dziewczynka. Ważyła 3900 i miała 54 cm. W bloku, w którym mieszkaliśmy pozostało około stu osób, ludzie przygotowują jedzenie na ulicy przy ogniskach i modlą się o pomoc. Zostali bez środków do życia.

Vika Kurilenko nie wie, co teraz będzie. Jak długo to wszystko potrwa? Teraz myśli tylko o bezpieczeństwie swojej rodziny.

- Chciałabym, żeby jak najwięcej ludzi usłyszało o tym, co dzieje się teraz w Ukrainie. Ucieczka przed kulami obok czołgów nie jest dla starszych osób i małych dzieci. Bucza prosi o pomoc! - alarmuje Ukrainka.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza.

Vika Kurilenko razem z dziećmi próbuje się wydostać z Ukrainy
Vika Kurilenko razem z dziećmi próbuje się wydostać z Ukrainy (arch. prywatne)
Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze
Szukaj innego lekarza